Trzymanie się w szponach przeszłości i magazynowanie jej w pokładach podświadomości przypomina zabałaganioną piwnicę. Trzeba pozamiatać.
sobota, 5 stycznia 2013
Gdyby wtenczas mój pierwszy mąż socjolog zareagował byłabym być może do tej pory jego żoną
Miałam dysleksje. ledwo zdałam maturę z polskiego, robiłam błędy ortograficzne. moje mniej zdolne koleżanki kończyły studia, a ja wałęsałam się po świecie, jak ten wilczek z góralskiej bajki, który miał pretensje do Pana Boga i mówił ,, Panie Boze Panie Boze wsytkim zwiezentom ześ jakiś wikt przeznaczył tylko mnie wilckowi zadnego", ja nawet do tej pory się tak czasami czuję... Wyszłam za mąż, urodziłam dwoje dzieci i siedziałam w domu. Robiłam pyszne obiadki i któregoś dnia zamiast kapusty pekińskiej kupiłam piękne wydanie w niebieskiej okładce,, Filozofii" i gdyby wtenczas mój pierwszy mąż-socjolog zareagował , być może do tej pory byłabym jego żoną... ale on się jedynie uśmiechną i następnym razem z tego wydawnictwa sam mi kupił kolejne dwie książki Socjologię i Psychologię. Potem ciekawość moja była coraz większa i większa, pochłaniałam po 20 książek na raz . szukałam czegoś...nie pamiętam czego. sensu istnienia? może, celu istnienia, nie... chciałam zrozumieć sen istnienia. tak sądzę. nie byłam osobą wierzącą, moi rodzice byli ateistami i wychowali mnie bez wiary. to dawało mi pewną wolność i nieskrępowanie w poszukiwaniach... i dzisiaj w piwnicy znalazłam kartki z tamtego czasu, fragmenty pracy O Miłości. Było to zlecenie nielegalne. Moja sąsiadka obserwując moją pasję do zdobywania wiedzy zaproponowała mi pisanie prac magisterskich za pieniądze. Zgodziłam się.Chciałam się sprawdzić.Bawiło mnie to. Pisałam prace z psychologii, z filologii polskiej, a nawet z seksuologii. Ta ostatnia tak mi się spodobała, że profesor zaproponował studentce doktorat. Śmieszyło mnie to... wyobrażałam sobie tych dwoje ludzi, taką wyrafinowaną studentkę i tego profesora który dostrzegał w niej materiał na rewolucyjne teorie z dziedziny seksu... wtedy się wycofałam. nie nie wtedy. przyszła do mnie przyjaciółka żebym jej pomogła napisać pracę magisterską, wtedy wymyśliłam taki temat, który mnie interesował...Była to dziedzina jogi. Beata ukończyła Akademię Muzyczną, chciałam by napisała pracę o zwichniętym barku Yeduhi Meduchina, który zagrażał jego karierze skrzypka. i o tym jak udał się za namową przyjaciół do guru w Indiach i ćwiczeniami jogi przywrócono mu sprawność. W ten sposób uniknął operacji. Był to piękny projekt . Pracy która miała praktyczny aspekt profilaktyki, który chronił skrzypków przed kontuzją stawu barkowego. Ale moja przyjaciółka nie napisała tej pracy. zrobiła badania w chórze i napisała pracę, którą polecił jej promotor. Zezłościło mnie to. Mając 36 lat poszłam na wieczorowe studia....To było fantastyczne. dyskutowałam z profesorami , dostawałam prawie same piątki z egzaminów i tam znalazłam panią profesor którą poprosiłam by poprowadziła moją pracę magisterską , o trochę innym temacie , ale również z jogi. po obronie zaproponowano mi pracę na uczelni, gdzie pracowałam kilka semestrów...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz