już raz mi pomógł. Miałam zabiegi akupunktury. chyba tak się pisze. Sparaliżowało mi lewą stronę ciała ... byłam wtedy w wielkim stresie. nie mogłam się uporać z problemami rodzinnymi. Ważne było żebym dostała pracę. To była podstawa. Praca praca praca. afirmowałam. Maryśka zatelefonowała że dostałyśmy zaproszenie na otwarcie nowej telewizji. tak! tak! yes! to ten moment! ubieram się. zakładam czerwone zajebisto burdelowe lakierowane kozaki, pakuję dziecko. idziemy. A tam... gorące i zimne przekąski, panowie w garniakach i takie wysuszone biznes łómenki. Inny świat. Matyldka wskoczyła do balonów, a ja do fontanny czekolady i w pełnej rozkoszy smaków komponowałam przystawki. dostaję wizytówki, spotykam znajomych, gadam, ale to nie to... nie to . praca... praca i... nie ma...nic nie ma... spotkanie kończy się ..hmm.. po co ja tu jestem? ...odeszłam na bok. Matylda podrzuca balony. Zaraz wychodzimy. i wtedy... takim wolnym... krokiem..., patrzę, a tu zmierza do mnie piękny... dostojny... drapieżnik męski i niskim ochrypłym głosem przemówił:
- Witam. widzę że nie można się do pani dostać
-tak?
-cały czas jest pani oblegana
- to miłe, ale tak naprawdę przyszłam podziwiać pana sukces, to niezwykłe przedsięwzięcie
-jest tu miejsce dla pani
-o nie... ja w poniedziałek lecę do Holandii. zaprosiła mnie przyjaciółka i chcę tam zostać.
-jaka Holandia? powtarzam tu jest miejsce dla pani
- jeżeli jest to poważna propozycja. to już! natychmiast!
-ok. proszę
Przyszedł za moment w towarzystwie dwóch garniturków.
-Proszę zająć się panią. To jest prezes-wizytówka, a to kierownik działu- wizytówka, a to moja - wizytówka.
-ach...ja też mam. proszę- wizytówka.
-Kiedy zechciałaby się pani spotkać?
-Z tak przystojnymi mężczyznami to tylko w samo południe.
-jutro?
-yesss
-ok. zatem jesteśmy umówieni.
Wyszłam. Krzyczałam. Mam pracę. mammmmmmmm
W następnym tygodniu już prowadziłam zajęcia, ale nikt nie wiedział, że jestem chora . prowadziłam na początek zajęcia z jogi. i co? jak tu się wyrobić jak lewej ręki nie mogłam nawet podnieść do góry. poszłam do Mongolczyka.-
Akupunktura. kładź się.
Położyłam. ponakuwał mnie jak jeżozwierza.
- jak sie ciujeś?
-trochę mi gorąco..
odkręcił jedna igłę
- a telaź?
- tak mi telepie serducho
Dokręcił następną igłę
-no i cio?
-już dobrze
- Ty siobie tu leź, a ja ide do paćjenta, ale duchowo jeśtem ź tobą. potem pzijde. nie rusiaj sie.
Zadzwonił minutnik. Mongolczyk wyjął igły, kazał mi iść do domu i poleżeć.Za tydzień przyszłam ponownie i jeszcze raz i byłam zdrowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz