poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ogłaszam dień 7 .01 jako Międzynarodowe Święto Orgazmu

nie wiem co ja się tak przejęłam tą maleńką uwagą...może dlatego że była to moja była szefowa, a teraz jestem samotnym białym żaglem...jest może niebezpiecznie, ale ekscytująco...postanowiłam nie ograniczać się w moim SEL-u czyli w swobodnej ekspresji literackiej. i tak zmieniam imiona, teraz będę również kontekst, czas i nie koniecznie będą to tylko moje przeżycia, ale moich koleżanek... np napisałabym o ,,Kolekcji najwspanialszych orgazmów" , dlaczego nie kochanków? poniewaz te dwie rzeczy wcale nie muszą być ze sobą równe, jakkolwiek kompatybilne. Miłość, odczucie  indywidualne...różnie odczuwaną przez obojga partnerów chociaż w tej samej relacji. to takie oczywiste. a co dopiero z orgazmami?! dla faceta to czasami tylko rozładowanie. nazbiera mu się w zbiorniczku, no i trach. a kobieta...nie koniecznie, może też tak być. ma napięcie, ale orgazm, tak jak u mnie (ha ha ha wcale nie wiadomo czy u mnie, jesteśmy w SeP-ie) jest świętem. Fajne święto . dlaczego ludzie nie obchodzą ŚWIĘTA ORGAZMU a potem rocznica pierwszegpo orgazmu. orgazm to takie organoleptyczne słowo, bez względu na to co ono znaczy. wstydliwe. można brzydko kłamać, ale nie można mówić o orgaźmie przy stole. chociaż mnie się to akurat zdarzało, zwłaszcza po tym, jak umarł bardzo sławny lekarz ginekolog i prasa się o nim rozpisywała. znałam go. był moim sąsiadem. miał prywatny gabinet ginekologiczny w domu i były tam u niego dwie moje znajome... i co? facet miał bzika i swoim pacjentkom fundował na fotelu orgazm. powiedziały że był niezły ...
opowiedziałam tą historyjkę przy stole imieninowym u swojej teściowej. jedynie wujek Adam zamyślił się i powiedział ,,jest to możliwe".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz