wtorek, 8 stycznia 2013

trawa wie że jestem kosa

Spotkałam się po latach z Antonio. długo rozmawialiśmy. jest z Ekwadoru. mieszka od 30 lat w Polsce. Gra i śpiewa w zespole latino. jesteśmy przyjaciółmi. lubię jego punkt widzenia. każdy naród inaczej traktuje kobiety. ten latynos akurat wie co to jest miłość. poza tym jest artystą. nigdy nie łączyło nas nic więcej poza przyjaźnią, a każde nasze spotkanie coś wnosiło w moje życie. jest wspaniałym słuchaczem, a ja niemożliwą gaduła. dlaczego tak gadam? jest to głęboka potrzeba znalezienia akceptacji, jak mała dziewczynka która psoci by zwrócić na siebie uwagę. wyższą formą tego zjawiska być może jest pisanie bloga, dzielenie sie swoimi przeżyciami, konfrontowanie. ja nic nie wiem . wiem coraz mniej i coraz bardziej się otwieram, ale żyję doświadczam , popełniam błędy , nie oglądam telewizji nie slucham wiadomości nie czytam gazet nie znam gwiazd które są na topie, od czasu do czasu oglądam filmy,, chodze na wystawy słucham muzyki...co ja piszę, przecież to nie portal randkowy... to niesamowite jaki ten świat jest mały. rozmawiałam wczoraj z Antonio i okazało się, że on zna Friderico! to było niesamowite!  po raz pierwszy spotkałam kogoś kto zna osobiście mój internetowy obiekt westchnień...było to 1980 roku Antonio spotkał go w Łodzi na obchodach dni latynoskich...nie byłam tam...cały czas mam wrażenie że gdzieś sie jednak spotkaliśmy z Friderico...Antonio powiedział mi coś co mnie zastanowiło, że Friderico miał tutaj rodzinę i palił trawę...niby nic w dzisiejszych czasach, ale ja cięta jestem na trawę, trawa wie że jestem kosa. ona też mnie nie lubi. mieliśmy wpadkę. przed Kaliską zapaliłam  popiłam piwem i padłam...kilka godzin moje ciało bylo oddzielone...widziałam słyszałam myślałam ale sparaliżowało mnie ,,napij się tej coca coli , napij się tej coca coli " co jakiś czas odzywał się głos przy mnie. nie zostawili mnie, siedzieli obok, czekali aż mi przejdzie, teraz wiem że wcale nie musiało przejść. na neurologi leżą takie warzywa, można leżeć nawet do końca życia. wtedy zobaczyłam całe swoje życie. gdzie jestem , co tu robię, co robia ci ludzie z ktorymi teraz jestem, co zrobię jak się uwolnie z tego stanu. Uwolniłam się! bylo to 7 lat temu. dotrzymałam słowa. nie zaciągnęłam się marychą. a czym się zaciągam? może klejem ha ha albo szamponem do włosów, no nie żartuję. idę się wykąpać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz