środa, 7 marca 2012

Samaja

Nie daję sobie rady w związkach, nawet nie dochodzę do preludium i już załapuję dezintegrację. Podobnież to jest dobre, jak mówił mój lama, ego się buntuje,ale za moment wchodzę na autostradę, włączam się do ruchu, jeszcze w tym tygodniu podpisuję umowę na 10-miesięczny kontrakt, mam odpowiadać za ludzi, ich życie, nie mogę sobie w tym czasie pozwolić na takie emocje. Jeszcze nie zaczęłam pracować, a już na dzień dobry, poszła jedna z urzędniczek do dyrektora  donieść na mnie jakieś informacje. Nie musiałam się zdenerwować, kobieta, która jest moim bezpośrednim przełożonym miała argumenty, jesteśmy wobec siebie bardzo szczere. Jest tygrysicą, od której uczę się chodzić w dżungli polityki, układów. A co do związków... zastanawiam się, ale jeżeli przysparza mi tyle cierpienia, w piątek przyjeżdża mój lama z szedry (8-letnie studia buddyjskie, gdzie jestem studentką) i.... rano obudziłam się z takim postanowieniem, że przyjmę samaja na śluby czystości... na razie na trzy miesiące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz